Płk Jeff Cooper napisał kiedyś, że w walce nie jest konieczne, aby zabić swojego przeciwnika, ale jest absolutnie konieczne, aby powstrzymać go od zabicia ciebie. Dotyczy to oczywiście starcia z homo sapiens.

Płk Jeff Cooper napisał kiedyś, że w walce nie jest konieczne, aby zabić swojego przeciwnika, ale jest absolutnie konieczne, aby powstrzymać go od zabicia ciebie. Dotyczy to oczywiście starcia z homo sapiens.

Wiele lat temu napisałem kilka artykułów prasowych o kalibrze .308 Winchester. Myślę, że mocno spopularyzowałem tę amunicję w naszym kraju. Poczciwa „trzystaósemka” wystarczy na prawie każdego zwierza w Europie i ramienia przy tym nie sponiewiera. Bije się jednak w piersi, że propagując .308 Win. deprecjonowałem, nawet nieświadomie kaliber .30 – 06. Dopiero teraz (z doświadczeniem ponad trzydziestu lat spędzonych ze sztucerami czy karabinami, prawie we wszystkich możliwych kalibrach !) mam pewność, że stary .30 – 06 w swojej klasie jest tak samo dobry jak .308 Win. I choć przegrał z .308 Win. i .300 Win. Mag. w zastosowaniach snajperskich czy wyczynowych nie przynosi mu to żadnej ujmy. Tak to już jest w nabojami, że czasy ich świetności mijają, prędzej lub później. Nikt jednak nie może założyć, że świat nie przypomni sobie o starej, sprawdzonej amunicji. Czasem wiekowe naboje wracają w chwale. I bardzo dobrze, bo łowiectwo to nie wyścig zbrojeń; znajdzie się tu miejsce dla setek, a nawet tysięcy kalibrów, starych i nowych.
Roy Weatherby opracował nabój .340 Wby Mag. w roku 1962 roku. Czasem mówię żartobliwie, iż zdążył na czas, bo sam urodziłem się rok wcześniej. Słowo „magnum” z języka francuskiego oznacza bardzo dużą butelkę szampana. Coś jest na rzeczy, bo przecież łuski większości nabojów tej klasy mają znaczną objętość.
W słowniku terminów bronioznawczych „magnum” to duży i mocny nabój, którego energia kinetyczna lub/i prędkość początkowa są ponad przeciętne.
Kiedy w 1958 roku powstał nabój .338 Winchester Magnum, bardzo popularny zresztą po dziś dzień pojawiło się pytanie – jeżeli jest to prawdziwy „magnum” to w odniesieniu do czego? Wszak nie było innych nabojów tego kalibru, chyba że stary i dawno zapomniany .33 Winchester.

We wrześniu i październiku 2013 roku miałem okazję sprawdzenia kilku pocisków kulowych kal. 12/70, przeznaczonych do luf gładkich i gwintowanych. Nie są to pociski zupełnie nowe pod względem konstrukcyjnym, ale debiutujące na naszym rynku.

Od dobrych dwudziestu lat biorę udział w polowaniach zbiorowych. Bardzo je lubię, choćby dlatego, iż jest to praktycznie jedyna okazja do spotkań z kolegami po strzelbie. Łączy nas przecież przynależność do jednego kola. Staram się nie opuszczać żadnego z tych polowań, korzystam też z zaproszeń od innych kół łowieckich. Atmosfera zbiorówek jest niepowtarzalna.
Wszystko mi się w naszych pędzeniach podoba, prócz bezpieczeństwa. Nie zamierzam oceniać sposobów prowadzenia takich łowów, to nie moja działka. Boli mnie jednak duża ilość pudeł i używanie przez naszych Nemrodów broni, która ewidentnie obniża możliwość osiągnięcia sukcesu. Myślę tutaj o tradycyjnych dubeltówkach i kulach do nich. Nie mam nic do boków czy strzelb horyzontalnych jeżeli celem jest zwierzyna drobna – zając czy lis. Przy przewadze zwierzyny drobnej śrutówki są wręcz koniecznością. Jednak ilość dzików gwałtownie wzrosła i głównie do nich strzela się podczas pędzeń. Breneki wystrzeliwane z luf gładkich nie są ani celne ani bezpieczne. Ktoś powie – przecież firmy podają, iż ich pociski osiągają skupienia rzędu 2 – 3 cm na 35 metrów. Wystarczy dla gładkiej lufy. Owszem, niektóre pociski kulowe są dość celne. Jednak przystrzeliwując rocznie dziesiątki (jeśli nie setki) strzelb pociskami wskazanymi przez właściciela mogę stwierdzić, iż tak pięknie nie bywa. Bardzo często kule są fatalnie dobrane. Rozrzuty rzędu 25 – 30 cm/30 metrów są normą. Ba, niektórzy nie trafią nawet gdyby chcieli, bo ich broń zupełnie nie nadaje się do strzelań kulami. Procent takich strzelb wcale nie jest mały. Nierzadko właściciel /jakby to nie zabrzmiało/ nawet nie wie, iż pudłuje z winy broni, nie swojej. Dodatkowo, celowanie po szynie nie jest i nie może być wystarczająco precyzyjne.
Tytuł jest nieco przewrotny, bowiem stary .30 – 30 Win. jest rzeczywiście niedoceniany ale tylko u nas. W swojej ojczyźnie czyli Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej nadal jest otoczony szacunkiem. Statystyki nie kłamią: .30 – 30 Win. uznany został w USA za podstawowego „killera jeleni”. Oczywiście, trzeba mieć na uwadze, iż ich podgatunki jeleni są znacznie lżejsze pod względem masy i mniej twarde na strzał, niemniej tytuł zobowiązuje. .30 – 30 Win. znany jest jeszcze pod innymi określeniami, m.in. 0,30 WCF (0,30 Winchester Centerfire) lub metrycznym 7,62 x 51R.
Wtajemniczeni w arkana strzelań długodystansowych doskonale wiedzą, iż kalibry z rodziny 6,5 mm charakteryzują się kapitalnymi charakterystykami balistycznymi. Pociski mają wysoki współczynnik BC, a to sprawia, że świetnie zachowują prędkość i energię na torze lotu. Przez dłuższy czas doskonałe opinie zbierał szwedzki 6,5 x 55 SE, teraz przyszła pora na jeszcze lepiej dopracowane naboje, z tej samej rodziny. Oczywiście, w żadnym razie nie oznacza to, iż należy rezygnować ze starego „szweda”. 6,5 x 55 nadal robi dobrą robotę ale nowoczesne konstrukcje są już „nieco” lepsze. Tam, gdzie o wynikach decydują milimetry lub ilość centralnych dziesiątek liczy się dosłownie każdy niuans. Read the rest of this entry »