RSS

Dobór celownika optycznego

14 Sie

Wydaje się, iż chwili obecnej odpowiedni dobór lunety celowniczej jest ważniejszy niż wybór broni. Uwaga – na rynku nie ma niedostatecznej jakościowo broni kulowej, ale kiepskich celowników jest całe mnóstwo. Znaczna cześć taniutkiej optyki może być wykorzystywana tylko na broni na kulki plastikowe (ASG). Aktualnie wykorzystuję trzydzieści trzy klasyczne celowniki optyczne /nie licząc kolimatorów/, wszystkich klas jakościowych. Dziesiątki wcześniej eksploatowanych przez mnie lunet uległo uszkodzeniom bądź zniszczeniom. Zdarzało się to nawet optyce z najwyższej półki. Daje to pewne doświadczenie i pozwala na formułowanie ostrożnych wniosków.

Świat idzie naprzód, postępu nie da się zatrzymać. Poglądy na temat celowników, nawet te sprzed kilku czy kilkunastu lat zostają szybko przewartościowane.

Luneta Vixen 5 20x50 na sztucerze Carl Gustaf

Luneta Vixen 5 20×50 na sztucerze Carl Gustaf

Możemy sporo zaoszczędzić na samej broni, natomiast oszczędzanie na lunecie najczęściej źle się kończy. Wiele razy spotykałem się z bzdurnym poglądem, iż lepiej kupić kilkanaście celowników rodem z Chin i wymieniać je co dwa lata niż jedną markową. Nie da się zaprzeczyć, iż np. za „Swarka” serii  Z 6i  da się nabyć więcej niż dziesięć lunet  Hawke, ale kto nam przeliczy straty, jakie poniesiemy przez pudła, wynikające z winy taniej optyki?

Jaki więc typ celownika wybrać? Jakiej firmy? Jakie powinien mieć powiększenie i inne parametry?

Przy podejmowaniu decyzji o zakupie lunety celowniczej trzeba bardzo precyzyjnie odpowiedzieć na szereg innych pytań, mianowicie:

–          jakim kalibrem i rodzajem broni dysponujemy ?

–          na jaką zwierzynę będziemy głównie polować ?

–          jaki typ polowań będzie preferowany /indywidualne, z zasiadki czy podchodu, zbiorowe, dzienne czy  nocne etc./;

–          jakie mamy predyspozycje psychofizyczne lub upodobania?

–          jaką kwotą na zakup i montaż dysponujemy?

–          czy stać nas na zakup dwóch lunet czy z konieczności nabędziemy jedną, jak najbardziej uniwersalną?

Pierwsza zasada winna być taka – nie kupujemy wyrobów bazarowych ani żadnych produktów „lunetopodobnych” za 300 – 500 zł.

Część lornetek i celowników optycznych z Chin jest już dostateczna jakościowo (nawet ze sporym plusem),

Kolejna rada – nie kupujemy celowników optycznych z Rosji, Białorusi i Ukrainy. Prócz paru rodzynków (Dedal, wojskowy Giperon) reszta jest ledwie dostateczna i to z dużym minusem. Szkoda, bo pomysły Rosjanie mają świetne, tylko ich realizacja im nie wychodzi.

Korea Południowa czy Filipiny – to również klasa dostateczna.

Dobrej klasy lunety wytwarza się w Europie, Japonii i USA.

Naprawdę minimalny cena, jaką musimy zapłacić za myśliwską lunetę celowniczą odpowiedniej jakości to 1,2 – 2 tys. złotych.

Zasada kolejna – poczytajmy trochę o producencie, zanim kupimy dany celownik. Ile lat firma jest na rynku, jakie daje warunki gwarancji. Dobre firmy dają minimum 10 letnią. Nie wierzmy bezkrytycznie sloganom, typu przepuszczalność światła rzędu  95 %. Pytanie – na pojedynczej soczewce czy na wszystkich? Zawsze na pojedynczej. Pełna transmisja światła rzędu ok. 90 % dotyczy tylko dobrych jakościowo lunet. Słabe celowniki mogą mieć transmisję  50 – 60 %. Tak duże straty dają ciemny obraz i luneta w nocy będzie do niczego.

Bardzo trudno jest dokonać w pełni obiektywnego rankingu jakościowego lunet celowniczych. Wszyscy mamy jakieś własne preferencje, wynikające z nabytego przez lata doświadczenia, wykonywanego zawodu etc. Ponadto niektóre firmy mają serie topowe, doskonałe jakościowo, zaś inne modele czy serie wychodzą im nieco gorzej. Cześć producentów trafiło bardziej w gusta strzelców wyczynowych niż myśliwych. Niektóre firmy, uznane w wąskich kręgach są w Polsce tak mało popularne, iż przytaczanie ich mija się z celem.

Osobiście (oceniając tylko najlepsze z oferowanych przez danego producenta modele lunet)  na pierwszym miejscu postawiłbym wspólnie wyroby Swarovskiego i Zeissa. Tuż pod nimi, na jednej półce mieści się Kahles i Schmidt & Bender. Nieco niżej  IOR, NightForce, Kaps. Potem dochodzą Docter, Leupold, Meopta, Burris, Nikon. Vixen, Trijicon czy serie Elite 6500 i 4200 Bushnella to także przyzwoita optyka, mieszcząca się w klasie średniej

Kapitalną jakość mają wyroby firm Gerhard Nickel, Unertl czy US Optics.

Nie ma większego znaczenia, czy mając do wyboru optykę o tych samych parametrach (powiększenie i średnica optyczna obiektywu) kupimy konkretny model np. Zeissa czy Kahlesa. Jakość tych wyrobów i ich charakterystyki są tak mocno zbliżone, iż przeciętny odbiorca różnic może nawet nie zauważyć.

Dużego znaczenia nabiera natomiast wybór między powiększeniem stałym i zmiennym.

Jeszcze dwadzieścia lat temu większość myśliwych posługiwała się celownikami o stałym powiększeniu. Lunety ze zmiennym zoomem były zawodne i ciężkie, miały też nadmierne gabaryty i gorszą jasność. Obecnie optyka o zmiennym powiększeniu jest praktycznie tak samo niezawodna i wcale nie cięższa.

Plusem stałych lunet do chwili obecnej jest sporo niższa cena /istotne !/, prostsza budowa i swojego rodzaju „idiotoodporność”. Co bowiem robi nasz klasyczny Nemrod gdy ujrzy cel? Z reguły kręci mechanizmem regulacji powiększenia, przestawia i czasem już nie zdąży strzelić. Stałe powiększenie oszczędza czas, sprawia, iż bardziej koncentrujemy się na wypracowaniu skutecznego strzału. Snajperzy twierdzą, że taki celownik „nie rządzi strzelcem”. Wszystko to prawda. Osobiście bardzo lubię lunety stałe, np. o parametrach 10 x 56 (10 x 50).  Jeżeli strzelamy do 200 metrów, niczego mocniejszego niż „dziesiątka” nam nie potrzeba, nawet jeżeli celem jest tylko mały lis. Warto jednak pamiętać, iż luneta o parametrach 8 x 56 – przy zakładanej takiej samej jakości soczewek i ilości warstw przeciwodblaskowych będzie jaśniejsza w nocy. Analizując optykę o stałych powiększeniach i zakładając, iż celem jest tylko zwierzyna gruba, z preferencją dzików jeszcze lepszym wyborem będzie 7 x 56. Im większe powiększenie, tym łatwiej o błędy celowania. Występują one także przy małych krotnościach, tyle że strzelca nie stresują, bo ich nie widzi. W naszych warunkach stałe lunety o powiększeniach  4 x  nie są już wskazane. Jeżeli ktoś całe życie posługiwał się tylko starą czwórką, powinien przejść na  celownik 8 x 56, zwłaszcza, gdy siatka celownicza jest taka sama.

Oczywiście, ze stałej „ósemki” czy „dziesiątki” trudno jest strzelać do celów ruchomych. Jak wiadomo, większość „ambonowych” łowców odpala tylko wtedy gdy zwierz stoi jak zamurowany, ale każdy chce mieć choćby możliwość skutecznego strzelania do celu przemieszczającego się. Luneta ze zmiennym powiększeniem jest więc praktyczniejsza, zwłaszcza wtedy, gdy dolny zakres jest niski, rzędu 2,5 – 3 x. Zyskujemy wtedy możliwość używania optyki na zbiorówkach.

Mała dygresja – celownik o dolnym zakresie 2,5 x jest lepszy na zbiorówkę niż ten o parametrze 3 x  tylko pod warunkiem, iż realne pole widzenia (podawane w stopniach lub metrach na 100 m) będzie większe. Czasem wcale tak nie jest.

Szukanie za wszelką cenę lunety uniwersalnej nie musi być dobrym rozwiązaniem. Ma uzasadnienie wtedy, gdy na dwie nas nie stać.  Jeżeli jednak mamy taką możliwość, warto np. na zbiorówki przeznaczyć specjalny celownik, np. o parametrach 1 – 4 x 24 (1 – 6 x 26) Strzelamy wtedy z powiększenia 1 – 1,5 x, zyskując duże pole widzenia. Dla znacznej części łowców lepszy na pędzenia będzie  kolimator.

Różnice w szerokości pola widzenia między topowymi modelami, a optyką do pędzeń za 1,3 tys. złotych są często kolosalne. Warto to sprawdzić, by się potem nie rozczarować.

Jeżeli na zakup zestawu:  broń – optyka – montaż przeznaczamy konkretną sumę, np. 10 tys. złotych, to moim zdaniem aż  60 % tej sumy winno przypadać na lunetę i montaż do niej. Nic nie osiągniemy sztucerem świetnej marki, jeżeli nie będzie na nim dobrego celownika.

Jeżeli dysponujemy  bronią  kalibru .222 czy .223 Remington, musimy osadzić na niej celownik o znacznym powiększeniu, nie mniejszym niż  12 x. Taki sztucer musi zapewnić punktowe trafienia i nie wybacza błędów. Lunety o krotnościach 6 – 8 x nadają się przede wszystkim na średnie i mocne kalibry.

Lunety celownicze na broń w słabszych energetycznie kalibrach (odpowiednik .223 Rem.) mogą pochodzić od mniej renomowanych producentów, bowiem podlegają innym obciążeniom. Jeżeli dysponujemy sztucerem w kalibrze 9,3 x 62 lub „Magnumem” lunety z Korei na nim nie montujmy, bo padnie po pierwszym sezonie.

Jakie parametry należy uważać za najbardziej uniwersalne, w warunkach naszych polowań?

Moim zdaniem, w chwili obecnej najlepiej sprawdzą się lunety o parametrach  2,5 – 10 x 56 lub 3 – 12 x 56. Da się z takimi celownikami polować zarówno na dziki jak i lisy.   Wiele zależy przy tym od siatki celowniczej.  Skuteczne odstrzeliwanie małych drapieżników wymaga siatki cienkiej czy nawet bardzo cienkiej. Jej typ zależy od indywidualnych preferencji łowcy, a szczegółowe omówienie siatek celowniczych wykracza daleko poza łamy tego artykułu. Większość myśliwych chce przy pomocy lunet polować w nocy, winni więc szukać celowników o średnicy optycznej obiektywu nie mniejszej niż 50 mm. Są jednak pozytywne wyjątki – np. Kahles ZF 95, który  mimo parametrów  6 x 42 jest bardzo jasny i nadaje się do wykorzystanie także w warunkach ograniczonej widoczności. Na dzień w zupełności wystarczy obiektyw  40 –  42 mm.

Szukajmy lunet o średnicy korpusu 30 mm. Dysponują one większym zakresem regulacji położenia krzyża niż stare „calówki”.

Duże zakresy zmiennych powiększeń (do 10 – 12)  bezsprzecznie zwiększają uniwersalność zastosowań.

Czy luneta myśliwska winna mieć podświetlany punkt celowniczy? Tak. Dzięki temu widzimy, gdzie lokujemy pocisk w warunkach gorszego podświetlenia celu. Wreszcie możliwa była rezygnacja z grubych grotów, przesłaniających często połowę pola widzenia. Celownik do pędzeń bezwzględnie musi mieć dobre podświetlenie centralnego punktu, bowiem trudno jest widzieć siatkę przy leśnym półmroku, niezależnie od jej typu.

Samo podświetlenie winno mieć kolor zielony, bardziej optymalny dla oka. Podświetlana kropka czy krzyżyk muszą być bardzo małe i mieć regularny kształt, a mechanizm regulacji natężenia pracować  właściwie. W wielu, nawet dobrych lunetach występuje nadmierne „żarzenie się” znaku i zdenerwowany łowca wyłącza podświetlenie.

Siatka celownicza winna znajdować się w drugim, a nie pierwszym  planie. Przy zwiększaniu krotności siatka pozostaje stała (de facto jej grubość nawet się zmniejsza). Plusem siatek w pierwszym planie (np. nr 1 i 4) jest możliwość mierzenia dystansu do celu przy każdej wielkości powiększenia. Osobiście źle wspominam czasy, gdy tłuste belki (np.w Nokcie) niwelowały wręcz wszelkie plusy maksymalnego powiększenia. Doszło do tego, ze nigdy nie strzelałem z krotności większych niż 6 x, bo bałem się, iż cel schowa się za grubą belką. Przy obecności podświetlonego punktu „tłuste” belki są wręcz zbędne.

Jeżeli strzelamy do drapieżników lub tarczy, a maksymalne krotności przekraczają 12 x musimy dysponować mechanizmem regulacji błędu paralaksy. Bez niego widzimy mleko przy maksymalnych powiększeniach, a błąd strzelca może się podwajać (wariant optymistyczny!). Wybierajmy mechanizm regulacji paralaksy w bliskim zasięgu ręki (najlepiej na trzecim bębnie), a nie na obiektywie.

Klasyczne lunety myśliwskie mają błąd paralaksy eliminowany na 100 metrach. Radzę jednak to sprawdzić, niezależnie od tego jak drogi celownik nabyliśmy.  Osadzamy optykę na sztywno i patrzymy na tarczę z podziałką,  oddaloną o taką odległość. Przy lekkim odchylaniu głowy od osi optycznej krzyż nie powinien wędrować. Cześć optyki, nawet markowej grzeszy obecnością błędu paralaksy. Oczywiście, możemy go ograniczyć trzymając oko idealnie na osi lunety, ale gdy zwierz się pojawi, emocje grają i możemy o tym zapomnieć. Tak samo przy szybkim celowaniu, trzeba więc wadliwe lunety natychmiast reklamować. Sprawdzamy także pracę bębnów korekcyjnych. Optyka umocowana na sztywno, cel – tarcza z podziałką milimetrową.  Gdy 1 klik na bębnach  przesuwa ŚPT np. o 1 cm/100 m wykonujemy kilkanaście takich klików, i sprawdzamy, czy średni punkt trafień przesunął się o odpowiednią ilość cm. Powtarzamy to we wszystkich kierunkach i z powrotem. Wielokrotnie miałem do czynienia z sytuacją, gdy ŚPT wędrował np. „po skosie” bądź bębny miały ruch jałowy czy nie odpracowywały zadanych klików. Przy okazji sprawdzimy ostrość widzenia na brzegach  i obecność innych wad optycznych. Przypominam, iż dystorsji całkowicie wyeliminować się nie da, toteż kontur obserwowanego obiektu, znajdujący się na brzegach obrazu nie będzie miał linii prostych lecz lekko skrzywione, do środka.

Gdy bębnami będziemy pracować często, należy nabyć optykę z wysokimi wieżami.

Zwracajmy uwagę na to, by nominalna odległość optyki od oka mogła być jak największa. Standardem jest 70 – 86 mm, ale nie brakuje lunet, z których pełne pole widzenia uzyskujemy przy odległości  np. 102 mm. Ma to znaczenie zwłaszcza przy broni w silnych kalibrach, ryzyko kontuzji łuku brwiowego będzie  mniejsze.

Luneta musi pasować do możliwości broni. Czasem widzę u łowców trudne do usprawiedliwienia przykłady braku logiki. Jeden ze znajomych nabył łamaną pojedynkę Pomba Rossi, kalibru 223 Rem., z przeznaczeniem na sarny i lisy. Na tym „kipplaufie” osadził lunetkę o parametrach 1 – 4 x 24, przeznaczoną przecież na broń do polowań pędzonych. Twierdził, iż jest krótka i zwarta, wygląda więc na jego zgrabnej broni doskonale. Wcześniej posługiwał się tylko optyką Zeiss 4 x 32, bał się więc większych powiększeń. Optyka miała siatkę w pierwszym planie, a kropka przy powiększeniu 4 x przesłaniała 12 cm/100 m. Do czego miał strzelać z takiego zestawu? Przecież nie do lisa i sarny, wymiary komory są zbyt małe i „kropa” je wręcz zasłaniała. Pudłował więc niemiłosiernie lub tylko kaleczył zwierza. Problem przestał istnieć, gdy na broni pojawił się właściwy dla niej celownik: 3 – 9 x 42, z siatką drugoplanową.

Inny Nemrod osadził na kniejówce Iż – 94 lunetę z potężnymi powiększeniami i obiektywem 65 mm. Tym sposobem łowca chciał z kniejówki zrobić varminta. Odstęp między osią lufy kulowej – ulokowanej przecież pod śrutową, a osią optyczną lunety wyniósł … 106 mm. Koszmar. Masa całego zestawu dochodziła do 5,5 kg. Do dystansu ponad 60 metrów kula będzie lokowana poniżej punktu celowania. Na broni kniejowej z dolną lufą gwintowaną osadza się celownik o średnicy obiektywu do 48 mm, a najlepiej jeszcze mniejszej, np. 42 mm. Powiększenia rzędu 18 x są tutaj absolutnie zbędne.

Jeszcze inny nabył prawdziwego varminta, bardzo dobrej klasy i założył nań celownik Bushnell Elite 4200, o parametrach 2,5 – 10 x 50, z siatką nr 4. Niestety, krzyż w tym modelu jest  tak gruby, że o polowaniu na lisy możemy zupełnie zapomnieć. Wielu ma problemy, by z tej „czwórki” polować nawet na sarny. Na varmincie, o ile ma być wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem należy osadzić celownik o parametrach  4 – 16 x 50.   Jest to opcja minimum, jeszcze lepsza byłaby luneta o parametrach 6 – 24 x 50.

Na pocieszenie napiszę, /dla tych wszystkich, których nie stać na bardzo markową optykę/, iż znam i takich, którzy wszystkie sukcesy łowieckie zawdzięczają starej rosyjskiej lunecie snajperskiej  PU 3,5 x 21, osadzanej swego czasu na Mosinach i SWT 40. Polują nawet w nocy, a ilością strzelanej zwierzyny mogliby zawstydzić niejednego posiadacza „Swarka” za 12 tysięcy złotych. Dodam przy okazji, że nigdy nie udało mi się spotkać lunety tak odpornej mechanicznie jak wiekowy PU. Dotyczy to także oryginalnego montażu. Ustępują jej nawet taktyczne Unertle z USA, w których tak kochają się amerykańscy strzelcy wyborowi. Kiedyś pewien Nemrod spadł z wysokiej zwyżki,  z bronią, na której był właśnie PU. Kolba trzasnęła jak zapałka, ale  nastawy  optyki nie zmieniły się  ani na jotę. Gdyby na sztucerze znajdował się jakiś specyficznie pachnący wyrób lunetopodobny, uległby natychmiastowej biodegradacji…  W moim kole łowieckim pewien doświadczony i wiekowy łowca od zawsze poluje z markową lunetą  2,5 x, która swój okres świetności miała w okresie I wojny światowej. Przy jej pomocy pozyskał setki sztuk zwierzyny grubej. Szacunek.

Nie należy ulegać owczemu pędowi i zmieniać celowniki co kilka lat. Gdy jesteśmy z optyki zadowoleni, sprzęt jest sprawdzony, a  wzrok mamy jeszcze dobry nie warto ulegać naciskom reklamy.  Jeżeli jednak decydujemy się na nową lunetę, przemyślmy zakup dziesięć razy.

 

Marek Czerwiński

 
417 komentarzy

Dodano przez dnia 14 sierpnia 2015 w Optyka

 

Tags: , ,

417 responses to “Dobór celownika optycznego

Leave a Comment:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *