RSS

Norinco M 305

13 Lip
Norinco M 305

Od dawna zadawałem sobie pytanie – dlaczego tak rzadko na nasz rynek trafiają karabiny M 14? Nie brakuje klonów wszelakich „kałachów”, często też strzelcy sportowi używają broni zbudowanej na platformie AR. Ba, spotyka się u nas karabiny FN  FAL czy G 3, oczywiście w wersjach samopowtarzalnych. Nie brakuje nawet szwajcarskich kb M 57. Niestety, M 14 wciąż jest wielką rzadkością, szczęśliwych posiadaczy tej solidnej „luśni” można policzyć na palcach jednej ręki. Odpowiedź wydaje się prosta – M 14 za dużo kosztuje. W Niemczech za tę broń trzeba zapłacić minimum 1800 euro, za odmiany z lufami wyczynowymi grubo powyżej 2500 euro.  Taktyczne model kosztują nawet 5500 euro. Ze Stanów Zjednoczonych byłoby oczywiście taniej (niemieccy importerzy stosują przelicznik 1 USD = 1 euro), ale fabryka Springfielda nie może ich sprzedawać do Polski. Podobnie jak Ruger swojego słynnego Mini 14.

Piękno-M-14

I wreszcie znalazło się wyjście – praktycznie kalka M 14, oferowana przez Chiny pod nazwą M 305. Ktoś powie – Chiny – to nie ta jakość, oryginalny Springfield jest lepszy. Będzie miał oczywiście trochę racji, ale warto przemyśleć kwestię ceny. Sportowa wersja M 14, kupiona w Niemczech jest prawie trzykrotnie droższa od  M 305. Czy z związku z tym jest trzy razy lepsza? Nie. Prezentuje wyższą jakość i ci wszyscy, których na to stać niech ją kupują. Ja krezusem nie jestem, nie pojadę więc po M 14 do Niemiec.  Na „trzystapiątkę” czekałem od  lat. Broń najpierw pojawiła się we Włoszech (w cenach 750 – 1100 euro; w zależności od osady, najtańsza z czarnego tworzywa), teraz wreszcie jest realna szansa, by dotarła do Polski. Wieść gminna  niesie, iż ceny będą bardzo dobre. Kilka egzemplarzy zostało sprowadzonych już wcześniej, przez indywidualnych nabywców ale taki import jest dość skomplikowany. Trzeba wpierw wypełnić kilka papierków, potem broń przywieźć lub słono zapłacić za przesyłkę. Cena detaliczna wzrasta więc o 30 – 40 %.

Najpierw trochę historii.

M 14 stanowi rozwinięcie samopowtarzalnego kb  Garand M 1, z 1936 roku. Garand był podstawową bronią indywidualną amerykańskich żołnierzy w czasie II wojny światowej oraz wojny w Korei. Karabin cieszył się doskonalą reputacją; był celny, niezawodny, wytrzymały w służbie choć nieco zbyt ciężki. Wadą Garandą był skomplikowany system zasilania, ze stałego magazynka na 8 nabojów kal. 30 – 06 (7,62 x 63), łączonych dwurzędowym ładownikiem. Broń można było ładować wyłącznie amunicją łódkowaną (umieszczoną w specjalnej obejmie – ładowniku). Pusta łódka wyrzucana była automatycznie, po ostatnim strzale. Towarzyszył temu charakterystyczny, metaliczny dźwięk; niestety zdradzający opróżnienie magazynka. To przestarzale rozwiązanie obniżało wartość bojową karabinu Garand M 1, choć i tak eksperci uznali go za najlepszą broń półautomatyczną II wojny światowej (w klasie kb strzelających amunicją karabinową). Produkcję Garandów zakończono w 1957 roku, powstało ich ok. 6 mln. Nawet do tej pory Garand jest w użyciu, interesują się nim głównie strzelcy sportowi i kolekcjonerzy.

US Army już podczas wojny zgłosiło zapotrzebowanie na ulepszoną wersję, strzelającą także ogniem ciągłym. Latem 1944 roku w Springfield Armory powstał model T20 (od ang. trials – próby). Firma Remington nieco później przedstawiła własne modele T 22 i T 27, opracowane przez Johna Garanda. Komisja zleciła dopracowanie tych wzorów. Na początku 1945 roku gotowy był ulepszony prototyp T 20 E 1, strzelający zarówno seriami jak i ogniem pojedynczym. Niezwykle istotne było przeprojektowanie systemu zasilania – karabin korzystał już  z wymiennego magazynka pudełkowego, o pojemności 20 nabojów. W maju 1945 ulepszony model T 20 E 1 miał wejść do produkcji seryjnej ale koniec wojny przekreślił te plany. Tak więc ulepszony model Garanda zatrzymał się w rozwoju na pewien czas, na etapie dopracowanego prototypu.

Problemem  Garanda był nabój karabinowy .30 – 06, w owym czasie praktycznie najmocniejszy na świecie. Charakteryzował się on długą, 63 mm łuską i znacznym ładunkiem prochowym. Pozwalało to co prawda prowadzić skuteczny ogień nawet na dystansie 600 yardów (547 m), ale tak daleko strzelali głównie snajperzy. Doświadczenia wojen wskazywały, iż większość potyczek ogniowych  prowadzono najwyżej na 400 yardów (365 m), najczęściej jednak strzelano z odległości o połowę mniejszych. Nabój .30 – 06 zyskał reputację celnego ale zbyt potężnego do indywidualnej broni strzeleckiej. Przy strzelaniu z większa szybkostrzelnością długa łuska okazywała się główną przyczyną zacięć. Nabój musiał być masywny, gdyż zapobieganie deformowania długiej i wąskiej gilzy wymuszało pogrubianie jej ścianek. Wkrótce jednak postęp w dziedzinie chemii materiałów miotających umożliwił wyprodukowanie prochu o mniejszej objętości, przy zachowaniu tych samych parametrów spalania. Dało to asumpt do skrócenia łuski.

Niemcy i Rosjanie opracowali własną, niezłą amunicję pośrednią w kalibrach 7,92 x 33 i 7,62 x 39. Amerykanie wciąż jednak szukali naboju o pełnej mocy. W 1944 roku, w oparciu o cywilny nabój .300 Savage zaprojektowano amunicję eksperymentalną T 65, z łuską skróconą do 47,4 mm. Z uwagi na trudności z zapewnieniem równomiernego spalania prochu wydłużono ją do 51 mm. W ten sposób powstał nabój T 65 E3, zalecony jako przyszły typ amunicji karabinowej US Army. Łuska była aż o 12 mm krótsza od tej od .30 – 06, zaś energia kinetyczna pocisku słabsza zaledwie o kilka procent. Był to nadal silny nabój karabinowy, porównywalny z rosyjskim 7,62 x 54R ale o bardzo nowoczesnej konstrukcji. Ważne, iż zapewniał łagodniejsze i bardziej pewne funkcjonowanie broni, oczywiście w porównaniu do starego .30 – 06.

Po zakończeniu II wojny światowej komórka badawcza wojsk lądowych (Army Ground  Forces  Equipment  Reviev Board Preliminary Board Study) zgłosiła zapotrzebowanie na nowy karabin automatyczny, strzelający nabojem T 65 E 3. Broń miała mieć masę ok. 3,2 kg i w perspektywie zastąpić zarówno garanda jak i rkm M 1918 A2 BAR. Do testów przedstawiono następujące prototypy:

– T 25, konstrukcji Earla M. Haeveya;

– T 28, Cyrila A. Moora (oparty o niemieckiego Sturmgewehra);

– T 31, Johna M. Garanda.

T 25 pojawił się w wyniku studiów prowadzonych w latach 1942 – 44 nad karabinem Browning Automatic Rifle (BAR) pełniącym zastępczo rolę ręcznego karabinu maszynowego. Pierwsze testy strzeleckie przeszedł w 1948 roku, następnie już jako T 47 został poddany dalszym testom w ośrodku badawczym w Aberdeen i szkole piechoty w Fort Benning. Broń miała masę 3,6 kg, długość całkowita wynosiła 1092 mm.

W 1950 roku w Fort Benning przeprowadzono testy dwóch karabinów kalibru .280, mianowicie  angielskiego EM 2 oraz belgijskiego FN  FAL. Była to broń na nowy nabój pośredni 7 x 42 mm Mk1Z, lepszy od niemieckich czy sowieckich odpowiedników. Testy zakończyły się sukcesem zarówno obu karabinów jak i amunicji.  Amerykanie jednak upierali się przy haśle „more is better”. Koncepcja naboju pośredniego w USA upadła, widać nie był to jeszcze dobry czas. US Army chciała mocnego naboju karabinowego, skutecznego także na dystansach powyżej 500 metrów. Co znaczy mocny nabój? Wg nich zaczynał się on od energii kinetycznej Eo = 3400 J.

W 1953 roku,  podczas konferencji z udziałem przedstawicieli głównych państw Paktu Północnoatlantyckiego USA wymusiło na sojusznikach postanowienia normalizacyjne, zabraniające wprowadzania jakichkolwiek zmian w uzbrojeniu strzeleckim. Do momentu, aż nie zostanie opracowany nowy nabój karabinowy, wspólny dla NATO. Oczywiście ten nowy nabój winien być tworem amerykańskim i został nim 7,62 x 51. Nie zamierzać krytycznie oceniać tej amunicji. Choćby z tego powodu, iż jej cywilny odpowiednik czyli .308 Winchester stał się obecnie chyba najpopularniejszym nabojem karabinowym średniego kalibru, pokonując wielce zasłużonego weterana, „old boya” .30 – 06.  Nabój .308 Win. króluje również wśród myśliwych. Pewnie za sprawą wojskowej popularności ale fakt pozostaje faktem.

Zakończono kolejny etap testów broni, która miała zastąpić Garanda. W 1952 roku odpadł T 47 Harveya, zrezygnowano też z angielskiego, futurystycznego EM 2, nawet po dostosowaniu go do naboju T 65 kal. 7,62 mm. Pozostały T 44 oraz  FN FAL, już w kalibrze 7,62 x 51.  T 44 powstał wskutek ograniczenia masy prototypu automatycznego Garanda T 20 E2. Lloyd Corbett wyposażył go w lżejszą lufę (model T 36 z listopada 1949 roku) oraz dostosował do strzelania skróconymi nabojami T 65 E 3. Co ciekawe, broń z powodzeniem konkurowała z FN FAL, choć z łożem od M 1 wyglądała nieco staromodnie.

W 1953 roku rozpoczęła się ostatnia faza morderczych testów, do których dopuszczono T 44 oraz FAL – a, oznaczonego sygnaturą T 48. Trzy tysiące karabinów z zakładów FN rozpoczęło batalię o miano broni, którą przyjmie US Army (i pozostałe kraje NATO). Próby trwały cztery długie lata. Karabiny katowano w warunkach klimatu umiarkowanego, tropikalnego, a nawet podczas potwornych mrozów na Alasce. Ostatecznie komisja ustaliła, iż obie konstrukcje spełniły wszystkie stawiane wymagania. Na wyposażenie trafił w końcu  produkt krajowy.  Argumentacja była prawidłowa – trzeba wspierać rodzimy przemysł. T 44 jest zbliżony do Garanda więc da się wykorzystać ten sam park maszynowy. Inne ważkie argumenty to łatwiejsze szkolenie poborowych, przyzwyczajonych  do łoża z konwencjonalną kolbą (a więc bez oddzielnego chwytu pistoletowego). Nie trzeba uczyć innych technik strzeleckich czy chwytów bronią przy musztrze. Dodatkowo, T 44 charakteryzował się niższą masą.  Nowy karabin ważył o ok. 0,45 kg mniej od FN FAL.

1 maja 1957 roku  US Army oficjalnie przyjęły na uzbrojenie karabin T 44 w wersji E 4 jako „US Rifle 7,62 mm M 14”, natomiast wersję z ciężką lufą, dwójnogiem i pogrubionym łożem jako M 15. Ta druga odmiana, mająca pełnić rolę erkaemu nigdy nie była produkowana w większych ilościach; jej kariera uległa zakończeniu 17 grudnia 1959 roku. Zamiast tej wersji wprowadzono model M 14 A 1, opracowany przez kpt. Durwarda Gosneya  z US Army Infantry Board. Był to przeprojektowany M 14 o kolbie zakończonej grubym, gumowym trzewikiem. Kolbę usytuowano tak, by stanowiła przedłużenie linii lufy. Osada miała dwa oddzielne chwyty; tylny, pełny pistoletowy i przedni, składany. Na lufie osadzono dwójnóg oraz urządzenie wylotowe (osłabiające zarówno odrzut broni jak i podrzut lufy). Szybkostrzelność teoretyczna przy ogniu ciągłym wynosiła 700 – 750 strzałów na minutę.  Nie można powiedzieć, iż  M 14 A 1 czyli broń mającą pełnić rolę improwizowanego erkaemu okazała się sukcesem. Wady to niewymienna i zbyt lekka do ognia ciągłego lufa, za mała masa całej broni czy wreszcie magazyn o niewielkiej pojemności. Wszak 20 nabojów to tylko dwie dłuższe serie. Lufa przegrzewała się już po trzech – czterech magazynkach i karabin musiał pauzować. Znacznie większy sukces osiągnął standardowy M 14.

Karabin działa na zasadzie wykorzystania energii części gazów prochowych, odprowadzanych podczas strzału przez boczny otwór w lufie, do komory i rury gazowej usytuowanej pod nią. Otwór odprowadzający gazy przesunięto (w stosunku do Garanda) o ok. 200 mm od wylotu lufy. Przekonstruowano także sam otwór gazowy; w wyniku czego uzyskano łagodniejsze oraz bardziej stabilne funkcjonowanie zespołu ruchomego broni. W komorze gazowej pod lufą umieszczony jest krótki tłok gazowy, przekazujący energię na mechanizmy za pośrednictwem nie połączonego z nim tłoczyska. Komora nie ma regulatora gazowego, natomiast wyposażona jest w zawór odcinający wypływ gazów z lufy (istotne przy strzelaniu granatami nasadkowymi). Podobnie jak Garand, M 14 nie ma suwadła. Jego rolę spełnia występ tłoczyska tłoka gazowego, który ma kształt listwy zakończonej wodzidłem. Wymusza on ruch zamka i rękojeści przeładowania. Ryglowanie odbywa się poprzez obrót zamka, powodowany współdziałaniem jego występu z gniazdem krzywkowym na wewnętrznej ściance wodzidła. Przedni odcinek sprężyny powrotnej biegnącej pod lufą umieszczony jest wewnątrz tłoczyska, tylny zaś nawleczony na płaską żerdź. Tył żerdzi osadzony jest w przedniej ścianie komory zamkowej, pod komorą nabojową.

W karabinie zastosowano mechanizm uderzeniowy typu kurkowego. Kurek podparty jest od tyłu i napędzany małą sprężyną, nawiniętą na własną, krótką żerdź. Bezpiecznik nastawny umieszczony jest przed spustem. Celem odbezpieczenia broni wystarczy lekki ruch palca obsługującego język spustowy, wykonany do przodu. Nie dekoncentruje to strzelca. Jeżeli broń jest wyposażona w skrzydełkowy przełącznik rodzaju ognia jest on dyslokowany po prawej stronie komory zamkowej, powyżej łoża, nad spustem. Ustawienie jej w pozycji z widoczną literą A (czyli „auto”) pozwala na strzelanie seriami.

Zasilanie broni odbywa się z wymiennych, dwurzędowych magazynków pudełkowych o pojemności 20 nabojów, wykonanych z blachy stalowej. Do zwalniania służy dźwignia umieszczona za gniazdem magazynka, zbliżona do tej z AK. Magazyn może być ładowany bez odłączania go od broni. Służy do tego łódka – obejma, którą (przy zamku zatrzymanym w tylnym położeniu) wstawia się od góry, w uchwyt za oknem wyrzutowym łusek. Naboje wciskamy w dół, do magazynka tkwiącego w komorze zamkowej, po czym pustą łódkę wyrzucamy.

Po wystrzeleniu ostatniego naboju z magazynka zamek zawsze zatrzymuje się w tylnym położeniu, na zatrzasku  włączanym przez donośnik magazynka. Po lewej stronie komory zamkowej znajduje się przycisk służący do szybkiego zwalniania zamka w przednie położenie. Wpływa to na szybkostrzelność praktyczną broni, bowiem po wymianie magazynka na pełny strzelec nie musi cofać zamka. Uderza w przycisk, a uwolniony zamek wrzuca pierwszy nabój do lufy. Broń jest gotowa do akcji.

Czterobruzdowa, prawoskrętna lufa karabinu ma długość 559 mm. Do tego dochodzi szczelinowy tłumik płomienia. Skok gwintu wnosi 1: 12 cali czyli pełen obrót następuje co 305 mm. Do miotania granatów używa się nasadki M76 oraz specjalnego celownika M15. Nasadka dysponuje dziewięcioma rowkami pierścieniowymi (numeracja 1 – 6 i 2A, 3A oraz 4 A). Aby uzyskać właściwy zasięg lotu, granat jest nasuwany do odpowiedniego rowka nasadki.

Broń posiada przeziernikowe przyrządy celownicze, z nastawami 200 – 1000 metrów. Można wprowadzać poprawki boczne oraz regulować muszkę w pionie. Muszka wyposażona jest w osłony boczne. Przeziernik, umieszczony  blisko oka strzelca zapewnia bardzo długą linię celowniczą; sprzyja to uzyskiwaniu wysokiej celności.

Pod lufą, na wysokości podstawy muszki umieszczono obsadę bagnetu nożowego M 6, utrzymywanego na karabinie również za pomocą uchwytu pierścieniowego, nasuwanego na hamulec wylotowy. Obsada służy także do mocowania nasadki do miotania granatów oraz urządzenia do strzelania ślepakami. W przypadku wersji M 14 A 1 obsada umożliwia montaż urządzenia wylotowego. Broń może być wyposażona w zimowy, wydłużony spust M 5 oraz bezpiecznik zimowy, stosowane wtedy, gdy  strzelec musi nosić grube rękawice.

Cechą charakterystyczną karabinu jest jednoczęściowe, orzechowe lub bukowe łoże typu sztucerowego, jakże odmienne od wszystkich osad współczesnej broni. Zastosowano tutaj zwykłą kolbę typu niemieckiego, solidnie okutą stalą. Można to traktować zarówno jako wadę jak i zaletę. Wadę, bo broń wygląda trochę archaicznie, nawet gdy z czasem drewno zastąpiono mocnym tworzywem sztucznym. Plusem nieco staromodnej osady jest nostalgiczny wygląd, jakże ważny dla znacznej części strzelców, a zwłaszcza myśliwych. Łowca nie będzie przecież polował z FN FAL czy G 3, bo to czyste wojskowe kabeki, pełne wyprasek z blachy, tworzyw sztucznych i duralu. Ich podchodzenie zdradzają np. chwyty pistoletowe. W przeciwieństwie do nich M 14 wygląda prawie jak sztucer i gdy jeszcze zastosujemy magazyn małej pojemności (2 – 5 nabojów) może z powodzeniem sprawdzić się na polowaniach. Oczywiście w celach łowieckich będzie go używał tylko prawdziwy pasjonat solidnej, męskiej broni. Ci, których interesuje grawerunek czy opinia kolegów niech lepiej kupią Sauera 303 czy Merkla SR 1.

M305-osada-z-orzecha

Nakładkę lufy także wykonywano z drewna ale z czasem wprowadzono włókno szklane, z otworami wentylacyjnymi. Ostatnie serie M 14 produkowano z łożem ze wzmocnionego tworzywa, zaś nakładkę pozbawiono otworów. Pas nośny mocowany jest do karabinu pod kolbą oraz przednią częścią łoża.

Jak rozłożyć broń do czyszczenia i konserwacji? Nie jest to wcale skomplikowane. Po wypięciu magazynka i sprawdzeniu czy w komorze nie ma naboju odchylamy kabłąk za jego tylną część, o prawie 90 stopni. Następnie wyciągamy z karabinu cały mechanizm spustowo – uderzeniowy. Pozwala to z kolei na odłączenie łoża z kolbą, od lufy z komorą zamkową i układem gazowym. Po oddzieleniu listwowego łącznika z prawej strony komory zamkowej i mechanizmu powrotnego można z komory gazowej wyciągnąć tłoczysko z wodzidłem oraz tłok gazowy (ciągnąc za rękojeść przeładowania). Następnie przez okno wyrzutowe łusek wyjmujemy zamek karabinu. Składanie odbywa się oczywiście w odwrotnej kolejności.

Do-rozkładania-nie-potrzeba-żadnych-narzedzi-wystarczy-nabój

Oddzielamy-lufę-wraz-z-komorą-zamkową-i-celownikiem

Wyjmowanie-tloka-gazowego

Tłok-wyjęty

Jak nowa broń przyjęła się wśród żołnierzy? Karabin okazał się bronią bardzo celną i solidną choć nieco ciężką. Nie stanowił jednak – w  stosunku do garanda – takiego postępu jakiego oczekiwano. Najważniejszy problem dotyczył ognia ciągłego. Nabój 7,62 x 51 był mocny i przy strzelaniu seriami nie dało się utrzymać M 14 na celu. Nie dotyczyło to oczywiście tylko M 14 ale praktycznie wszystkich typów strzeleckiej broni indywidualnej dostosowanej do tej amunicji. Odrzut często zniechęcał strzelca do prowadzenia ognia ciągłego. W końcu w armii pozostawiono po dwa w pełni automatyczne karabiny na drużynę, reszta zaś miała wersje samopowtarzalne, bez przełącznika rodzaju ognia.

Po pięciu latach produkcji (1957 – 1963) sekretarz obrony Robert S. McNamara podpisał decyzję o wstrzymaniu wytwarzania M 14. Następcę garanda określono „bronią tymczasową”. Nie było to do końca słuszne, bo nie karabin był niewłaściwy tylko nabój zbyt silny. Małokalibrowa odmiana M 14 czyli świetny Mini 14 firmy Ruger powstał zbyt późno. Następcą mocnego M 14 , po wielu perturbacjach został słynny M 16.

Łącznie w USA wyprodukowano 1.380346 sztuk kb M 14, z czego 167.000 powstało w Springfield Armory, 356.501 w Winchester Western Arms Division; 537.582  w Harrington & Richardson oraz 319.691 w Thompson – Ramo – Woolridge Inc.

M 14 były używane przez armie Korei Południowej, Filipin i Wietnamu Południowego. Od 1968 roku produkcję broni podjęto na Tajwanie, pod nazwą „Type 57” (od roku 57 od daty powstania Chin wg kalendarza tajwańskiego czyli od 1911). Tajwan zakupił zresztą całą linię produkcyjną od Springfielda.  Nieco później broń była użyta bojowo w Somalii i Etiopii.

W US Army staranniej wyselekcjonowane kb M 14 pozostały  w roli broni snajperskiej, o sygnaturze M 21. Model ten przez wiele lat był podstawowym karabinem  amerykańskich strzelców wyborowych, zanim w 1995 roku zastąpił go M 24. M 21 sprawdzano w procesie produkcji na podstawie dokładnych pomiarów lufy. Łoże z orzecha włoskiego impregnowano żywicą epoksydową, celem zabezpieczenia go przed wilgocią i  paczeniem. Lufę z komorą zamkową osadzano bardzo starannie, na kompozycie z włókna szklanego. Zdemontowany mechanizm spustowy poddawano specjalnych zabiegom – wpierw szlifowano go i polerowano, potem zaś ręcznie pasowano. Wszystkie te rusznikarskie sztuczki odnosiły pożądany skutek – siłę spustu ustawiano na 20 – 21 N, z optymalnie dobranym momentem przełamania. Tłok gazowy także był polerowany i ręcznie pasowany, zaś komora i rura gazowa podlegały szlifowaniu. Efekt był naprawdę dobry – części ruchome współdziałały niezawodnie, zaś skupienie serii strzałów /z wojskowej amunicji!/ nie przekraczało  6 cali/300 yardów (152 mm/273 m). Przy starannym doborze seryjnych nabojów rozrzut poprawiał się do ok. 12 cm/300 m. Jest to wynik  niezły, jak na broń samopowtarzalną ze stosunkowo lekką lufą. Posiadacze tej broni w kraju, przy amunicji własnej elaboracji osiągają wyniki skupienia w granicach 95 – 100 mm/300 m, dla serii 5 strzałów.

M 21 wykorzystywał głównie celownik RART (Redfield Adjustable Ranging Telescope), o parametrach 3 – 9 x 42.  RART dysponował skalą do pomiaru odległości. W polu widzenia tej optyki znajdowały się dwa znaki celownicze, umieszczone pionowo, jeden pod drugim. Wyznaczały one odcinek długości 750 mm (na dystansie 273 m, przy krotności 3 x). Gdy popiersie sylwetki mieściło się dokładnie między znakami, cel znajdował się na 300 yardach. W innym przypadku obiekt sprowadzano między znaki ustawcze, zmieniając krotność powiększenia, następnie z pierścienia regulacyjnego odczytywano odległość. Krzywka łączona z pierścieniem regulacyjnym odwzorowywała trajektorię lotu pocisku. Określanie tym sposobem odległości do celu wprowadzało automatycznie odpowiedni kąt celownika. Minusem optyki była konieczność korzystania z niskich krotności przy małych odległościach strzału (np. tylko 3 x aż do dystansu 273 m), co utrudniało zwalczanie celów punktowych. Rozwiązanie to zostało wiele lat później skopiowane przez Rosjan i Białorusinów (POSP 3 – 9 x 42),  jednak jakość sowieckiej lunety była znacznie niższa.

Celownik-15-8-x-28-i-amunicja-z-pociskami-A-Max

Odmiana z regulowaną wysokością poduszki policzkowej stała się karabinem wyborowym armii izraelskiej. Wersja samopowtarzalna o nazwie M 14 National Match Rifle została popularną bronią sportową, zaś NRA (amerykańskie Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie) wymusiło produkcję wyczynowego modelu M 14 M (Modified Service).

Parcie potencjalnych klientów było tak silne, iż w Springfield ponownie uruchomiono produkcję cywilnych wersji, nadając im nazwę M 1 ATM. Model z lufą skróconą nazwano M 1 – A1 Bush Rifle. Odmiany z kolbą składaną i chwytem pistoletowym wyglądały podobnie do włoskiej Beretty BM 59 Mk Ital TA.

Nie zdobyły szacunku wcześniejsze wersje z kolbą składaną (Type III, jak w AKS oraz Type V z kolbą od kbk M 1A1). Co ciekawe, prototyp w układzie bull – pup także nie spotkał się z zainteresowaniem. Bardziej zaawansowany model izraelski używany był przez lata  przez snajperów jednostek antyterrorystycznych.

Generalnie, M 14 mimo oficjalnego wycofania z uzbrojenia nadal jest używany przez specsłużby i komandosów. Dlaczego? Przecież wielu ekspertów krytykowało jego nienowoczesną osadę.  Pojawiły się jednak taktyczne łoża wysokiej klasy i  M 14 zyskał nowe życie. Pociski 7,62 x 51 nie są tak podatne na wiatr jak „pizdryki” kal. 5,56 x 45 i nie zatrzymuje ich byle przeszkoda. Dzięki masie lepiej zachowują prędkość i energię na torze. Sam karabin jest bardziej niezawodny od „damskiego” M 16, daje się oczyścić bez rozkładania, a jego stosunkowo otwarta konstrukcja nie jest tak podatna na przegrzewanie.

M-14-z-taktycznym-łożem-i-lunetą-firmy-IOR

Specjalnie dla jednostek policji opracowano krótszą wersję M 1 A Scout, wg mądrej koncepcji płk Jeffa Coopera. Jest to samopowtarzalny M 14 ze skróconą lufą, wyposażony w dobry tłumik płomienia, syntetyczną kolbę z grubym gumowym trzewikiem oraz szynę Picatinny pod lunetę bądź kolimator.

M305-z-łożem-syntetycznym

Każdy pamięta film „Helikopter w ogniu”. Jeden ze snajperów Delta Force, który poległ podczas operacji w Somalii używał właśnie M 14, z kolimatorem. Drogo sprzedał swoje życie. Każdy jego strzał był celny, a pociski kalibru 7,62 x 51 (w przeciwieństwie do delikatnych 5,56 x 45) zawsze zrobią swoje. Te ostatnio również zabijają, tyle że trafiony często o tym nie wie. I walczy dalej, póki się nie wykrwawi.

M14-w-akcji

Moim zdaniem, M 14 to ostatni prawdziwy KARABIN. Gdy wojskowy czy sportowy rynek zalały „zabawki dla panienek z dobrego domu” (bo tak nazywam wszelkie klony M 4 i AK w kalibrach  5,56 i 5,45 mm), myślałem że przyszedł czas umierać. Okazało się jednak, że męska broń wraca, choćby w wersjach sportowych. Gdy dotkniemy M 14 czuć od razu, że jest to KARABIN a nie mały, śmieszny, damski karabinek. Nie na darmo piszę to słowo z dużej litery. Legenda nie umiera nigdy.

M-14-kosztuje-zbyt-dużo-jak-na-nasz-rynek-sukces-więc-odniesie-jego-kopia-z-Chin-M-305

Marek Czerwiński

Dane techniczne M 305:

– kaliber                                      7,62 x 51 NATO (.308 Win.);

– masa broni                                3,88/ 5,1 kg (bez mag. i z mag. na 20 nb);

– długość całkowita                   1129 mm;

– długość lufy                             559 mm;

– długość linii celowniczej         678 mm;

– pojemność magazynka             5 i 20 nabojów.

 
23 komentarze

Posted by on 13 lipca 2013 in Broń

 

Tags: , , ,

23 responses to “Norinco M 305

  1. ~Snajper

    17 lipca 2013 at 15:38

    Łyka każdy rodzaj amunicji.

     
    • mataczerw

      10 września 2013 at 07:37

      Prawda, nawet najstarszy demobil czy taniutkie naboje rosyjskie (Barnauł, Tulammo)

       
  2. ~Tomasz

    10 września 2013 at 07:16

    Fajny artykuł. Po przeczytaniu kupilem M305. w 100% mogę potwierdzić spostrzeżenia i uwagi autora.
    Panie Marku mam pytanie gdzie można w Polsce kupi montaż pod lunete?

     
    • mataczerw

      10 września 2013 at 07:35

      Montaże stalowe do M 14/M 305 robi rusznikarz pod Warszawą. Pierwszy egz. ma mój znajomy ale sama konstrukcja nie jest jeszcze dopracowana. Radzę poczekać lub zamówić montaż w USA. Wszelkie tanie montaże dostępne u nas za 50 – 150 zł są przystosowane do replik (ASG)

       
      • ~Janusz

        22 września 2013 at 17:47

        Czy mozna prosic o kontakt na tego rusznikarza ?

         
        • mataczerw

          23 września 2013 at 12:52

          Tak, zaraz znajdę namiar

           
      • ~Krzysztof

        25 września 2013 at 21:19

        Witam

        Na dniach mam zamiar kupić Norinco M305. Zastanawiam się nad montażem z USA, wytypowałem taki z pełną szyną Picatinny. Czy brak wyfrezowania tej szyny (w jej środkowej części) powoduje zawsze uderzanie w montaż łusek? Sporo montaży w USA ma taką pełną szynę.

         
        • ~Krzysztof

          25 września 2013 at 21:43

          Jeszcze jedno pytanie. Znam dwa sklepy z Norinco M305, Ozorków i Tarnobrzeg, czy ktoś zna jakieś jeszcze? Podobno nie wszystkie karabiny mają zaczep bagnetu i szczeliny w tłumiku płomienia?

           
        • mataczerw

          26 września 2013 at 19:43

          Nie zawsze tak się dzieje. Wydaje się, iż podniesienie montażu nieco wyżej może wyeliminować ten problem. Łuska jest wyrzucana w górę i nieco w prawo.
          Warto nabywać montaże do M 14 oznaczane jako nowsza generacja (chyba II lub III).
          Te najtańsze z Chin, sprzedawane także w USA nie nadają się do M 305, bo są przeznaczone do karabinków ASG. Materiał jest zbyt słaby.

           
  3. ~Marek

    23 września 2013 at 12:47

    Telefon 535912412, jeszcze do dopracowania

     
    • mataczerw

      23 września 2013 at 12:54

      To ten telefon. Trzeba jeszcze dać kilka dni rusznikarzowi, musi podnieść szynę Picatinny o 2 – 3 mm i wyfrezować spód, bo uderzają weń łuski.

       
      • ~janusz

        27 września 2013 at 12:34

        dziękuje bardzo za kontakt, mam już karabin więc czas popracować nad nim 🙂

         
        • ~Marek

          28 września 2013 at 12:58

          Proszę dać znać jak postępują prace.
          Warto bardzo dokładnie usunąć smar z mechanizmów wewnętrznych. Jest go tam mnóstwo.

           
  4. ~Krzysztof

    26 września 2013 at 09:21

    Czy ktoś mógłby coś napisać o wersji bez mocowania bagnetu i z atrapą tłumika (ta w sklepie w Ozorkowie)? Czy można taki tłumik dokupić , gdzie i za ile (USA mają zakaz eksportu na WSZYSTKIE urządzenia wylotowe)?

     
  5. ~Marek Cz.

    26 września 2013 at 19:31

    Montaż na bagnet oraz szczelinowy tłumik płomienia mają modele sprzedawane w Tarnobrzegu, te z Ozorkowa mają atrapę tłumika. W przyszłym roku M 305 mają być dostępne jeszcze w Warszawie

     
  6. ~Krzysztof

    28 września 2013 at 08:26

    Napisał Pan w opisie M14 „Po wystrzeleniu ostatniego naboju z magazynka zamek zawsze zatrzymuje się w tylnym położeniu, na zatrzasku włączanym przez donośnik magazynka. Po lewej stronie komory zamkowej znajduje się przycisk służący do szybkiego zwalniania zamka w przednie położenie. Wpływa to na szybkostrzelność praktyczną broni, bowiem po wymianie magazynka na pełny strzelec nie musi cofać zamka. Uderza w przycisk, a uwolniony zamek wrzuca pierwszy nabój do lufy. Broń jest gotowa do akcji.”
    Właśnie kupiłem M305 i nie ma tu możliwości zwalniania zamka w ten sposób, oglądałem kilka egzemplarzy. Na filmach USArmy o działaniu tej broni (internet, np. „How the M14 Rifle Works – U.S. RIFLE, CALIBER 7.62MM, M14 – „) oraz w opisach nie znalazłem informacji, aby w M14 taka funkcja była dostępna, no chyba że w replikach ASG. Czy może niektóre modele M305 mają taką funkcję zwalniania zamka przyciskiem?

     
    • ~Marek

      28 września 2013 at 12:55

      Ma Pan rację, M 14 nie ma tej funkcji. Najprawdopodobniej przycisk do zwalniania zamka w przednie położenie jest zastosowany w nowszej wersji Norinco (jak M 305 ale z krótką lufą i długą górną szyną Picatinny, wersja dość zbliżona do Scouta). Była ona demonstrowana na targach broni w 2012 roku.

       
  7. ~Jerzy

    5 grudnia 2015 at 13:24

    No, artykuł bardzo fajny, jak zwykle zresztą Panie Marku. Niemniej – tytuł to Norinco i jakoś zabrakło moim zdaniem opisu/testu tegoż produktu. W końcu to o nim chcielibyśmy poczytać. Rodowód jest pięknie opisany, ale nie wiemy np. jak tenże Norinco się sprawuje. Sam z niego strzelałem i ta stalowa stopka kolby to masakra jest. Miałem do czynienia tylko z osadą syntetyczną, i osobiście średnio mi to odpowiadało. Jestem tu tradycjonalistą i wolę osady drewniane. Chciałbym się dowiedzieć, jakie jest Pana zdanie nt. tej osady w M308. No i inne uwagi, które mógłby Pan mieć nt. tej kopii M14, jako było nie było fachowiec. Pozdrawiam,
    J.

     
    • mataczerw

      6 grudnia 2015 at 17:14

      Osada drewniana w Norinco M305 to porażka. Najlepiej ją wyrzucić. Co prawda znam parę osób, które kosztem znacznego wkłądu własnej pracy tak ją podrasowały, że wygląda jak oryginalna od Springfielda ale ja takich zdolności nie mam. Stalową stopkę kolby sie zdejmuje i zakłada gumowy amortyzator dedykowany do M305 – są dostępne na naszym rynku za grosze.
      Do dystansu 300 metrów M305 strzela zupełnie przywoicie.

       
  8. ~Zbigniew

    13 stycznia 2016 at 14:28

    O kb M14 prod Norinco krazyla obiegowa opinia, ze maja komory zamkowe o nizszej twardosci niz amerykanskie orginaly. Posiadalem orginalny M14 prod TRW. (select fire gun). Prywatnie wykonany test wykazal wyzsza twardosc komory mierzonej w HRC amerykanskiego TRW w porownaniu do Norinco. Nie pamietam w tej chwili danych ktore wtedy uzyskalismy. W dodatku pod znakiem zapytania stoi trwalosc chromowania luf. To na przvkladzie trwalosci luf chinskich kbk wz 56 (SKS) i orginalnych rosyjskich SKS. W sumie bylbym b. ostrozny z wydawaniem gotowki na chinskie produkty.

     
    • mataczerw

      13 stycznia 2016 at 14:59

      Nie chcę polemizować, ale kilkaset sztuk M305 w RP się sprzedało i niektórzy bardzo dużo z nich strzelają. Takze moje dwie sztuki chodzą bez zarzutu. Na oryginalny M14 (często „Made in Brazil” od Imbela) nie wszystkich stać.

       
  9. Hubert

    15 maja 2018 at 12:26

    Witam
    Kupiłem używane M305 i mam pytanie do pana, jaka jest żywotność lufy w tym karabinie mającym korzenie wojskowe. I czy nie osowość lufy (przekrzywiona muszka w stosunku do przeziernika) ma wpływ na celność i czy to częsty problem w chińskich klonach?
    A na marginesie warto by opowiedzieć wszystkim sceptykom, jak ten klon powstał i jaką popularnością cieszy się u kanadyjskich strzelców.

     
    • mataczerw

      16 maja 2018 at 17:20

      Lufa wytrzyma minimum 5 tys. strzałów. Muszka przekrzywiona to raczej standard w tych klonach. Broń dobra, choć nieco ciężka. Robiona na oryginalnych maszynach z USA.

       

Leave a Comment:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *